Zabieram Cię w orientalną podróż....znajdziesz tutaj inspiracje i pomysły na łączenie znajomego rękodzieła ze Wschodnimi inspracjami, lecz nie tylko...
Let me take you in the Oriental Journey...You`ll find here mixing of Western craft ideas with Eastern inspiration, but not only....
Strona główna/Main page
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą embroidery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą embroidery. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 24 września 2015
Piewszy/ First
Coraz więcej zapału do roboty, gdy moja praca spotyka się z wymiernym uznaniem, Ten pierwszy, unikatowy, haftowany na filcu i jedwabiu kołnierzyk znalazł właśnie właścicielkę. Jestem przeszczęśliwa, bedzie prezentem dla młodej mamy. Chciałabym wyhaftować wiecej takich kołnierzyków, jednak to pracochłonny model, piewszy raz pracowałam na takiej dużej powierzchni, efekt bardzo mnie cieszy.
More and more enthusiasm to create when my work meets with tangible recognition. The first collar, unique , embroidered on silk collar has just found a new owner . I am really happy , it will be a gift for a young mother . I would like to stitch more of such collars, however, is labor-intensive model , first time i have been worked on such a large area, the effect makes me happy .
niedziela, 11 stycznia 2015
środa, 31 grudnia 2014
sobota, 18 października 2014
niedziela, 31 sierpnia 2014
koniec lata/end of summer
Koniec lata, ach!!! Trzeba to jakoś uwiecznić. Wierne knociki pomogły mi. Tym razem próba zastosowania linearnego układu,który jednak szybko mi się znudził :D
The end of summer, ow!!! I`ve had to capture it in any way. Faithful knots helped me as always. This time it was attempt to apply a linear system, and it made me bored quickly :D
The end of summer, ow!!! I`ve had to capture it in any way. Faithful knots helped me as always. This time it was attempt to apply a linear system, and it made me bored quickly :D
sobota, 1 lutego 2014
Na początku był kolor...
....kolor jest najważniejszy, kształt przyjdzie:))))
co my tu mamy? jak poprzednio, recycling różnych jedwabnych skrawków, a to szantung od Sylwii dobrodziejki, a to skrawki niebieskiego tsumugi, jakie dostałam z Japonii jako bonus do pięknego błękitnego letniego kimona, a to cieniutki habotai z jakiegoś kimonowego fatałaszka, który poświęciłam w imię sztuki:)
a potem sznureczek, łańcuszek, sagara, fastryga, ścieg obrębiający i okrętka i koraliki, czyli ulubiony fibertartowy freestyle.
Z pozdrowieniami dla Cz.!!!!

co my tu mamy? jak poprzednio, recycling różnych jedwabnych skrawków, a to szantung od Sylwii dobrodziejki, a to skrawki niebieskiego tsumugi, jakie dostałam z Japonii jako bonus do pięknego błękitnego letniego kimona, a to cieniutki habotai z jakiegoś kimonowego fatałaszka, który poświęciłam w imię sztuki:)
a potem sznureczek, łańcuszek, sagara, fastryga, ścieg obrębiający i okrętka i koraliki, czyli ulubiony fibertartowy freestyle.
Z pozdrowieniami dla Cz.!!!!
środa, 8 stycznia 2014
Tylko....
...filc, jedwab z recyclingu i polski, swojski len....filc jako przyjemny w dotyku nośnik, a jedwab i len to moje ulubione połączenie tkaninowe. Haftu użyłam symbolicznie, by uzyskać ciekawe połączenie faktur i wydobyć szlachetność tkanin, mam nadzieję że ta bransoletka będzie wygodna w noszeniu, bo idzie w dobre ręce jako prezent, dla kogoś komu wiele ostatnio zawdzięczam!
Ps. Witajcie w Nowym Roku!!Wszystkiego dobrego!!!
niedziela, 10 marca 2013
Ta dam...
Mam spore zaległości...to broszka numer dwa na planie koła młyńskiego, tym razem pawie pióra. Ich kolory nadal za mną chodzą, liczę więc, że pociągnę ten temat.
Wiosna się zbliża, ma mi się na życie, będzie więcej dziennego światła, chcę więc wiecej czasu poświęcać moim knocikom.
Dziękuję wszystkim tuzaglądaczom:)
Wiosna się zbliża, ma mi się na życie, będzie więcej dziennego światła, chcę więc wiecej czasu poświęcać moim knocikom.
Dziękuję wszystkim tuzaglądaczom:)
wtorek, 1 stycznia 2013
Nowy Rok
Jakiś czas pisałam o niezwykłej przesyłce z mnóstwem wspaniałego dobrodziejstwa. Nie mogłam nie odpowiedzieć na taki niezwykły gest. Sporo czasu od tego momentu upłynęło zanim udało mi się postarać się o interesujący efekt, rayon floss jest dość swawolny i energiczny, żeby nie napisać trudny w hafcie, ale dzięki nie wiem skąd branej cierpliwości zaczęłam go w końcu ujarzmiać igłą i sagarowe knociki oraz bulioniki nabrały wspaniałego nowego blasku i wdzięku. God, save DMC:)
Mam wieści, że paczuszka dotarła do Ani, więc mogę pokazać jak też prezentuje się brosza haftowana skrzętnie podczas wielu, wielu długich jesiennych wieczorów.
Mam wieści, że paczuszka dotarła do Ani, więc mogę pokazać jak też prezentuje się brosza haftowana skrzętnie podczas wielu, wielu długich jesiennych wieczorów.
Turkusy zawsze były przyjemne dla mojego oka, ponieważ blisko im do ukochanych błękitów i niebieskości, o których mi powiedziała Brises, podpytana o ulubione tony. Upchnęłam tu i moje ostatnie zachwyty kolorystyczne nad cudnymi zieleniami szmaragdu, kontrastującymi z nimi rudościami i oranżami i purpurami. Długo traktowałam dość wrogo wszelkie zielenie, aż niedawno odkryłam szlachetność zieleni szmaragdowej czy głębokiej zieleni świerku, mchu, malachitu.
Kiedy zaczynam kolejną żmudną przygodę z igłą i tamborkiem, mam tylko mglisty plan, nigdy nie trzymam się żadnego wzoru-ufna, że powstanie z tego "fristajlu" coś co-najmniej interesującego, efekt tej drogi dla mnie samej jest często zaskoczeniem. Tak było i tym razem, powstał kolorowy, migotliwy chaos, w którym każdy dojrzy coś cennego na swój sposób.
Wzbiera we mnie takie radosne oczekiwanie i poczucie, że to będzie dobry Rok i tego Wam również życzę!!! Akemashite omedetou gozaimasu!
piątek, 28 grudnia 2012
czwartek, 15 listopada 2012
ni pies, ni wydra...
Jak ja się odgrażałam, że robota będzie wrzała, a tu szału nie ma:) ale pisałam to zanim nastąpiło moje zderzenie z tak zwaną szarą rzeczywistością pracy na etat, szybko zapadających ciemności, jesiennego nastroju, bieganiny i innych takich. Póki co powstało coś bez nazwy, ni przypiął, ni wypiął, w zamyśle broszka, w efekcie coś na kształt gustownie ubąbelkowanej do granic możliwości podusi, której nijak nie udało mi się przyzwoicie sfotografować, bo aparat zwariował na widok tego cudaczka:)
Szumnie nazwę to ogrodami od Renoira, bo akurat mam w czytaniu jego cudowną biografię i obrazy wykreowane w głowie podczas lektury popchnęły mnie w ten impresjonistyczny ton.
wtorek, 11 września 2012
a właśnie, że tak!
Nie wiem, jak to się stało, że jest już wrzesień....może to i lepiej, że ten zły dla mnie rok tak szybko leci...
...jak się postaram potrwać w takim stanie niepamięci, to już jakoś samo się lekko potoczy i nagle się okaże, że ten przydługi rozdział pełen zmian, przewrotów, odwrotów, choroby i rzeczy których nie chcę pamiętać, już za mną daleko w tyle. A przede mną już tylko samo dobre...
Tak dobre i miłe jak to co mnie ostatnio spotkało....
Zostałam ostatnio obdarowana w niezwykły sposób. Od kochanej Brises dostałam wielkie puzdro wypełnione rayonowym blaskiem.
Zobaczcie sami. Muszę i chcę wrócić do supełków.
W sierpniu siedząc w szpitalu miałam mnóstwo czasu, ale sama podziabana igłami kroplówek nie miałam siły wywijać igłą. Teraz zostałam kobietą pracującą, która nie ma na nic czasu, a przez to będzie właśnie bardziej celowo i planująco. Bo im mniej się ma czasu, tym go więcej.......
...jak się postaram potrwać w takim stanie niepamięci, to już jakoś samo się lekko potoczy i nagle się okaże, że ten przydługi rozdział pełen zmian, przewrotów, odwrotów, choroby i rzeczy których nie chcę pamiętać, już za mną daleko w tyle. A przede mną już tylko samo dobre...
Tak dobre i miłe jak to co mnie ostatnio spotkało....
Zostałam ostatnio obdarowana w niezwykły sposób. Od kochanej Brises dostałam wielkie puzdro wypełnione rayonowym blaskiem.
Zobaczcie sami. Muszę i chcę wrócić do supełków.
W sierpniu siedząc w szpitalu miałam mnóstwo czasu, ale sama podziabana igłami kroplówek nie miałam siły wywijać igłą. Teraz zostałam kobietą pracującą, która nie ma na nic czasu, a przez to będzie właśnie bardziej celowo i planująco. Bo im mniej się ma czasu, tym go więcej.......
poniedziałek, 16 lipca 2012
Slow art
Haftowałam bez mała całą niedzielę, żeby wydziergać te dwa maleństwa. No i tak sobie zrobiłam pierwszą parę kolczyków. Na potrzeby mojej benedyktyńskiej, a raczej diabelskiej robótki ukułam sobie nazwę SLOW ART :) Równiutkie supełki są mega wymagające, ale przy"odrobinie" wprawy coraz bardziej przypominają wymarzony efekt miniaturowego gobelinu.
sobota, 14 lipca 2012
za milion...
Nareszcie udało mi się wykończyć mój haft z bąbelkami za milion:) lecz w rezultacie wyszedł medalion niebotycznych rozmiarów. Sposób z obszywaniem jest dla mnie karkołomny i nie do powtórzenia, chciałbym to uprościć, ale jak? nie widziałam nigdzie tak dużych baz do broszek lub wisiorków żeby móc to zgrabnie wprawić.... Do szuflady!
środa, 27 czerwca 2012
Liczba milion to dobra liczba...
...powiedziałam tak kiedyś, patrząc na efekty czyjejś pracy opartej na mozolnym treningu, perfekcyjnyjnego efektu osiągniętego wydawałoby się niemal od niechcenia, . Ale kto wie, ile tam potu i niecenzuralnych słów było po drodze i może z milion prób wciąż od nowa pewnie ... U mnie tych drugich bywa sporo, ale tak mam, że najlepiej wychodzą mi "dziubadelka", to zazwyczaj długa trwa, mam ochotę rzucać w diabły po stokroć, ale klnąc kończę. Będzie kolejna broszka, a może medalion na ładnej tekstylnej zawieszce, co lepsze, jak myślicie?
piątek, 22 czerwca 2012
czwartek, 14 czerwca 2012
Wild rose story
Ciąg dalszy historii z haftem. Przyszła paczka z moteczkami rayonu i zaczęła się zabawa. Miłość do jedwabiu japońskiego popchnie mnie kiedyś do ruiny, więc narazie postanowiłam przejść etap sztucznego jewabiu. Jestem bardzo zaskoczona niezależną i krnąbrną naturą tych nici. Mulina była spolegliwa i całkiem przewidywalna nawet w moich nieporadnych łapkach, ale jej matowość i tendencja do mechacenia zmusiła do szukania dalej nici dających lepsze efekty. No mam, co chciałam-blask bije po oczach, ale jestem zrozpaczona, ponieważ bąbelki wychodzą koszmarne, póki ich nie poskromię, prosty stitching na cienkim filcu z nutą japońskiego jedwabiu w postaci dzikiej róży. Rzecz jeszcze nie skończona, ale jestem niecierpliwa, co widać po ostrości zdjęcia :P
Embroidery store is continued. Finally a parcel with rayon skeins came and the fun has begun. Love to Japanese silk pushes me once in disrepair, so far I decided to train with rayon. I am very surprised by an independent and stubborn nature of these threads.Cotton thread was a reliable and fairly predictable, even in my clumsy hands, but its dullness and its tendency to pilling made me to look on the thread with better illuminating effect. Well I have what I wanted, glamor beats the eyes, but I am desperate, because the sagara bubbles come out terrible, till they were tame, straight stitching on a thin felt, with a hint of Japanese silk in as a wild rose. The thing is not finished yet, but I'm impatient, as it can be seen in picture quality: P
środa, 6 czerwca 2012
Łącząc wschód i zachód
Moje hanmade`owe fascynacje niepodzielnie łączą się z Japonią, bardzo niewiele rzeczy które wypuściłam ze swoich rąk ma niewiele lub zgoła nic wspólnego z moją japońską pasją i miłością do ichniej estetyki prostoty. Jako zatwardziała kimonowa wariatka naoglądałam się już sporo różnych haftów, wzorów i itp. W pewnym momencie japoński haft stał się moją obsesją, jednak ze względu na słabą dostępność materiałów i badzo wymagającą technikę pomyślałam, że w tym życiu samodzielna próba nauki czegoś takiego, to mniej wiecej, jak samodzielna próba latania w kosmos:). Aż kupiłam sobie kimono haftowane w 100% za pomocą techniki sagara, która przypomina a może jest po prostu japońską wersją tzw. french knot i stwierdziłam, że to wcale niej jest trudne i będę japońskie wzory haftować takimi knocikami. Okazało się, że mam w tym temacie więcej zapału niż rozumu, bo nawet taki prosty knocik lub bąbelek wcale nie jest prosty. Practice, pratice, practice. Po jakimś milionie knocików popełnionych na różnych powierzchniach zrozumiałam, że wszystkie są do sprucia i dalej nic nie umiem, bo krzywe jak były, tak są:DDDDD Ale nie zraziłam się, macham igłą dalej. W planach nadal mam łączenie Wschodu i Zachodu- jak nie pracami z papieru- to z pomoca igły i nici, najlepiej oczywiście jedwabnych. Na razie taka mała brosza na podkładzie ze skrawków jedwabiu tsumugi i habotai.
My
hanmade
fascination are inseparably connected with Japan culture, there are very few things released from my hands and has little or nothing to do with my Japanese passion and love for the
simplicity
aesthetic. As a crazy Kimono fan i watched and searched already quite a few different embroidery, patterns and etc. At some point, Japanese embroidery has become my obsession, but due to poor availability of materials and demanding techniques I thought that in this life an independent attempt to learn something like this is more or less as independent attempt to fly into space :). Until I bought a kimono embroidered in 100% using the
Sagara
technique which resembles or is simply a Japanese version of the so-called french knot and I found that it shouldn`t be difficult and will be using the knots for creating Japanese patterns. It turned out that I have in this topic more enthusiasm than sense, because even such a simple knot or bubble is not easy. Practice, pratice, practice. After a million knots committed on different surfaces, I understood that everything but are to undo and I still know nothing, the knots aren` still perfect. But I don`t panic, waving the needle further. The plans still have to connect the East and West, if not paper-so works with a needle and thread, the best course of silk. For now, this little brooch on the base made of scraps of silk -tsumugi and habotai.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)













